|
Czy marzyliście kiedyś o tym, by choć na krótką chwilę wymknąć się grawitacji?
Moje marzenie spełniło się w ubiegłą sobotę, kiedy to w Sadhanie odbyły się warsztaty ”Restorative Yoga”, prowadzone przez Bodzię Matulaniec,która przyjechała do nas z Gdańska.
”Restorative Joga”, czyli joga odbudowująca, to metoda, której założeniem jest wprowadzenie ćwiczących w stan głębokiego relaksu, poprzez odpowiednie ułożenie i podparcie ciała w relaksacyjnych wariantach asan. Umożliwia to głęboką, całościową odnowę fizyczną, psychiczną i duchową. Ten rodzaj jogi rozpowszechniany jest na zachodzie głównie przez Judith H.Lasater, nauczycielkę jogi metodą Iyengara oraz Restorative Yogi, a także nauczycielkę Bodzi.
Warsztaty podzielone były na dwie sesje - poranną i popołudniową.
Każda sesja rozpoczynała się od kilkuminutowej medytacji, co dla mnie, jako osoby w tym dziale całkowicie początkującej, było niemałym wyzwaniem.
Po medytacji Bodzia w atmosferze pełnej ciepła, spokoju i pozytywnego nastroju zaczęła wprowadzać nas w nowe wymiary relaksu.
Na porannej sesji moje ciało, pełne jeszcze nagromadzonego w codziennym życiu napięcia, z oporem poddawało się rozluźniającym zabiegom... tu coś gniotło, tam swędziało :)
Jednak nasza nauczycielka z uporem i wytrwałością obserwowała, poprawiała, doradzała i prowadziła nas poprzez kolejne pozycje, starając się zapewnić każdemu jak największy komfort ciała i ducha.
W końcu pierwsze lody zaczęły pękać, pierwsze napięcie zaczęło powoli ustępować.
Po dwugodzinnej sesji czułam się jak obudzona z długiego, regenerującego snu... a to jeszcze nie wszystko, czym tego dnia miała obdarzyć mnie joga.
Druga sesja zapowiadała się całkiem niewinnie - medytacja, relaksacyjne wersje 'setubandy', 'adho mukha virasana', 'viparita karani'...
Otoczone opieką, zanurzone w atmosferze miłości, utulone ciepłem ciało powoli otwierało się na przyjęcie nadchodzącego.
I nagle stało się...
Zniknęła. Ona - bezlitosna grawitacja - na chwile straciła mnie z oczu.
Może przez ułamek sekundy,a może przez wieczność moje ciało i umysł lżejsze od powietrza, doznały nowego, nieznanego dotąd stanu... NIEWAŻKOŚCI:) Ostatecznie skończyło się znów na ziemi, ale mam nadzieję, że światło, które wtedy rozbłysło, już nie zgaśnie.
Polecam tego rodzaju warsztaty wszystkim, którzy w codziennym życiu pełnym wyzwań, wymagań i stresów pragną odnaleźć spokój, relaks, świeże spojrzenie na świat i ludzi. Wszystkim tym, którzy z miłości do siebie pragną podarować sobie chwile głębokiego odprężenia i beztroskiego 'nicnierobienia'.
Podobno jedna savasana dziennie może zmienić świat... Zatem do dzieła!
Dziękuję wszystkim, którzy tworzyli tamtą przestrzeń; Nam, którzy tam byliśmy i Wam, dzięki którym tam byliśmy.
Namaste.
|